Wycieczka na Kozią przełęcz
Jak zwykle ze sporym opóźnieniem zabieram się za opisywanie wycieczki. Lepiej jednak późno niż wcale. Po długim okresie miejskiej bezczynności wreszcie postanowiliśmy z Piotrem wybrać się w góry. Decyzja nie była trudna: tylko Tatry, tylko Wysokie, Orla Perć wydawała się być rozsądna propozycją.
Zebraliśmy się więc wczesnym rankiem w pewną sobotę, prawie że o świcie wyjechaliśmy z Krakowa (a pamiętam to o tyle dobrze, że przed wyjazdem regulowałem sobie światła w samochodzie, bo po wymianie amortyzatorów przód podniósł był się do góry). Nevermind, po tradycyjnej już prawie wizycie w McDonaldzie w Poroninie zaparkowaliśmy koło ronda pod Kuźnicami i wędrówka się rozpoczęła.
Na super pogodę nie nastawialiśmy się zbytnio, cały dzień lekko chmurzyło, wiało, czasami padał deszczyk. Było jednak też kilka momentów, kiedy słonko ostro przypiekało. Najbardziej nam chodziło o malutkie 'ekstremum' ;-) Chcieliśmy pochodzić trochę po śniegu, zapiąć raki, powbijać kijki i czekan w śnieg. No i oczywiście zrobić sporo fotek. Aby wypas był pełen, Piotr miał jeszcze GPSa, który pracowicie notował każdy metr naszej wędrówki.
Na brak śniegu nie mogliśmy narzekać - juz od przełęczy między kopami było go pod dostatkiem. Wszystko było białe, aż raziło. Podejście (no, lepiej chyba napisać: dojście) pod Czarny Staw Gąsienicowy nie było specjalnie pasjonujące. Za to tam widoczki pojawiły się całkiem miłe. Po małym posiłku i paru fotkach ruszyliśmy dalej. O ile powierzchnia stawu była oczywiście nadal zamarznięta, to woleliśmy nie ryzykować i grzecznie szliśmy jego brzegiem (co widać zresztą na załączonej mapce). Raz po raz zapadając się w przepadającym śniegu. Ciekawsze rzeczy zaczęły się gdy już obeszliśmy staw i podchodziliśmy przez próg dolinki pod Zmarzły Staw. Troszkę trzeba było się wspomóc kijkami, parę razy nawet mogłem się skały przytrzymać ;-) No i widoki stawały się coraz piękniejsze.
Niestety pogoda coś zaczynała się psuć, drugie śniadanko nad Zmarzłym Stawem jedliśmy w kroplach deszczu i niemiłym wietrze. Odwrót był jednak nie w naszym stylu! Musieliśmy iść dalej. Zreszta - podejście kawałek Kozią Dolinką jeszcze nikomu nie zaszkodziło ;-) Po chwili na szczęście słoneczko wyszło i weseli już zaczęliśmy podchodzenie. Szło się o tyle przyjemnie, że z Granatów schodziła jakaś grupka wspinaczy. Zresztą - nie schodzili, ale zjeżdżali na tyłkach z samej góry. Bardzo to zabawnie wyglądało i dobrze wiedzieliśmy, że w drodze powrotnej sami będziemy tak się posuwać!
Na podejściu - podchodziliśmy upłazami opadającymi z Zamarłej Turni, nie bezpośrednio żlebem spod przełęczy - założyliśmy oboje raki. Chyba bardziej dla dodania sobie animuszu i żeby usprawiedliwić ich dźwiganie z samego dołu, niż z rzeczywistej potrzeby
No i te zdjęcia! Wtedy już całkiem sporo ich nacykalismy. Były też zresztą ku temu wlaściwe chwile. Nie chwaląc się moje kilka ujęć było całkiem udanych.
A na przełęczy... Imprezka! Okazało się, że Piotr miał kilka dni temu urodziny, więc nawet jakieś małe piwko się znalazło. A nie od dziś wiadomo, że nic tak nie smakuje w podobnej chwili jak zimne piwko ;-) Inna sprawa, że na podobnej wycieczce w listopadzie na Bystrą miałem ze sobą szampana... Nie bądźmy jednak drobiazgowi ;-) Piwko smakowało wybornie, nawet załapało się na parę fotek. Coż nam pozostało? Ano dupozjady!
Nie ma w zasadzie co o nich pisać, trzeba je po prostu przeżyć. Momentalnie zjechaliśmy z przełęczy na dno Koziej Dolinki - utoczyłem nawet sobą całkiem niezłą kulę śniegową. Następnie szybki zjazd nad Zmarzły Staw - tutaj dopiero były fotki robione! Szkoda, że nie mieliśmy kamery, ale Piotr i tak zrobił całkiem ładną serię zdjęć.
Droga powrotna była ciekawa o tyle, o ile popatrzy się uważnie na log otrzymany
z GPSa - otóż... otóż jak widać na załączonym obrazku ktoś szedł dokładnie przez
środek stawu... Tak, Piotr nie mógł się oprzeć pokusie i zrobił sobie runkdę po lekko
już topniejącej tafli. Ja ze zrozumiałych powodów nie mogłem ryzykować naszego
życia i nie wchodziłem na lód.
Hmm.... I chyba tyle. I tak cały ten tekst był tylko pretekstem do pokazania paru zdjęć z wyjazdu ;-) Mam nadzieję, że będą się podobać.








